niedziela, 5 maja 2019

Recenzja magazynu Lego Ninjago 4/2019


Kwietniowy numer magazynu Lego Ninjago był chyba najbardziej przeze mnie oczekiwanym tegorocznym czasopismem, a zarazem dzięki opieszałości Poczty Polskiej numerem, który dostałem w swoje ręce grubo po premierze. Priorytet trafiający do odbiorcy po przeszło tygodniu od nadania? Szybciej byłoby konno.

Nie tracąc więcej czasu ani energii na narzekania pod adresem indolencji naszego narodowego operatora pocztowego, już na wstępie pozwolę sobie poruszyć kluczową dla przytłaczającej większości nabywców kwestię dodatków do czasopisma. Nie dostajemy tym razem saszetki z kartami (jak zapowiadano w reklamie zamieszczonej w magazynie Lego City), a jedynie jedną limitowaną kartę Mega Power Samuraj X. Cóż, dobre i to. Zasadniczym dodatkiem jest jednak minifigurka, a ta jest po prostu rewelacyjna. Naszym łupem pada bowiem sam herszt bandy Łowców Smoków, czyli złowrogi Iron Baron.



Figurka jest po prostu bezbłędna - wygląda groźnie, ale dostojnie. Przede wszystkim przykuwa uwagę unikalna buźka Żelaznego Barona (jednostronna), z różnobarwnymi oczyma (wszak jedno ma sztuczne), postrzępionym wąsem, zielonkawymi szramami i przerzedzonymi żółtymi zębiskami, wyszczerzonymi w grymasie wściekłości. W połączeniu z gustownym cylindrem i efektownym kolczastym naramiennikiem (ze stalową osłoną na kark) twarz prezentuje się jeszcze bardziej złowrogo. Do tego dochodzi tors ze starannym i szczegółowym dwustronnym nadrukiem (przedstawiającym tradycyjnie dla Łowców Smoków przerdzewiałe pasy, płyty, łańcuchy i zgniłozielone szmaty), nogi (a w zasadzie noga, bo druga jest metalową protezą) i mocarne bioniczne szczypce mające zastępować lewą dłoń (w rzeczywistości szczypce są doczepiane do dłoni). Większość z tych elementów pojawiała się wcześniej w magazynie Ninjago (taki sam tors mieli Jet Jack i Nitro, naramiennik to odwrócona maska Heavy Metal, a niemal identyczne zbrojenia na ręce miał Sqiffy) lub broszurach od Ameetu (cylinder jest taki sam jak Pingwina z "Witajcie w Gotham City"), ale razem świetnie się uzupełniają, dając nam niepowtarzalną figurkę bardzo stylowego złoczyńcy. Mimo swoich niepełnosprawności Iron Baron budzi respekt, a nie litość, świadczą bowiem one o ciężkich bojach jakie stoczył. Doświadczenia, przebiegłości i zawziętości tego łotra-weterana nie powinno się lekceważyć.


W zestawie dostrzegam tylko dwa drobne braki, które można wychwycić poprzez porównanie z minifigurką z zestawów. Nie, nie mówię o efektownym kosturze, bo na niego nawet nie liczyłem. Na bionicznych szczypcach brakuje jednak cyferblatu, dzięki któremu prezentowałyby się znacznie lepiej. Przyznam szczerze, że nie rozumiem tej oszczędności, wszak klocek ten nie jest specjalnie rzadki i pojawił się już w magazynie (przy swoim plecaku miał go Talon, który pewnie chętnie odstąpi go swojemu szefowi). Drugim mankamentem jest brak dodatkowej broni, mimo specjalnego miejsca na piersi na nią przewidzianego - pusty slot wygląda dość smutno i aż prosiłby się o baronowy kozik. Są to jednak drobiazgi, łatwe do naprawienia we własnym zakresie i nie psujące obrazu całości - Iron Baron prezentuje się po prostu niesamowicie.

Komiks również wykonany jest bardzo dobrze - barwnie, efektownie i szczegółowo. Opowiada o zabłąkanych smokach nawiedzających Ninjago City w czasie gdy bohaterowie szukają sposobu na powstrzymanie Chmury Oni. Historia jest ciekawa i bardzo dynamiczna (znowu smoki, super!), ale nie zazębia się z historiami przedstawionymi w poprzednich numerach. Jest jednak spójna, czytelna i w pewnym stopniu fabularnie zamknięta (choć zwieńczona zwyczajowym cliffhangerem).


Jakby tego było mało plakaty też idealnie trafiły w mój gust. Pierwszy, z shurikenową akcją Zane'a, trochę mniej, ale za to drugi... Bohaterowie wkomponowani w ognisty napis "NINJA" to jest właśnie to, czego oczekuję od tej części magazynu, świetna robota. W kwestii plakatów czuję się ostatnio przez wydawcę Lego Ninjago rozpieszczany.
 

Po raz kolejny dostajemy także krótkie dossier na temat jednego z wojowników Ninja - tym razem "prześwietlany" jest Cole. W tym miejscu nasunęła mi się pewna refleksja - ta część magazynu byłaby znacznie bardziej praktyczna, gdyby informacje te wydrukowano dwustronnie, a nie na sąsiadujących ze sobą stronach. Może byłyby przez to ciut mniej wygodne w lekturze, ale dałyby się po wycięciu z magazynu złożyć w zgrabne kompendium. 


Nie ma za to części "robótkami ręcznymi", czyli elementami do wycięcia, posklejania itp. Mam nadzieję, że ta część magazynu nie wypadła ze składu na stałe, bo bywała inspirująca.

Kolejny numer magazynu pojawi się 14 maja, a dodatkiem do niego będzie Lloyd z megamieczem. O ile sama figurka wydaje mi się umiarkowanie atrakcyjna, to oręż wygląda całkiem nieźle - zakrzywione złote ostrze i czarny pompon na pewno znajdą u mnie zastosowanie. Tym razem nie dostaniemy żadnej limitowanej karty Ninjago, a szkoda, bo to był sympatyczny zwyczaj.


Podsumowaniem aktualnego numeru nie może być nic innego niż pochwalne peany. W kwietniu dostaliśmy bowiem fenomenalną minifigurkę, solidny komiks i co najmniej jeden świetny plakat. Takie rarytasy za 12,99 zł? Bardziej niż warto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz