piątek, 17 kwietnia 2020

Recenzja magazynu Lego Star Wars 5/2020

Nadgoniłem trochę zaległości w magazynach Lego Star Wars, dzięki czemu mogę dzisiaj podzielić się wrażeniami z najnowszej jego odsłony. Otrzymujemy wraz z nią foilpack z minimodelem należącego do Dartha Maula Infiltratora Sithów oraz saszetkę z kartami kolekcjonerskimi Lego Ninjago. Zaraz... Ninjago? Dlaczego nie Star Wars? Cóż, marketing rządzi się innymi wartościami niż spójność tematyczna dodatków, teraz to karty z podopiecznymi Mistrza Wu mają swoje pięć minut.

Bardzo rzadko przekonują mnie do siebie dodawane do magazynu modele statków kosmicznych, ale na szczęście to jest właśnie jeden z tych właśnie przypadków. Infiltrator ma ciekawy, nieoczywisty, smukły i gładki kształt oraz spójną szarą kolorystykę. Posiada przy tym pewną niewielką ruchliwość elementów, przy czym ruchome boczne "skrzydełka" mają tendencję do odpadania przy rozkładaniu i wyraźnie przydałoby się im dodatkowe wzmocnienie. Jeszcze ciekawiej prezentuje się to po rozłożeniu - dostajemy fajne dwie kopułki, kilka cenionych przeze mnie gładkich płytek, zawias (w modelu nadaje tylko kąt, nie zachowuje ruchliwości), wspomniane wyżej "skrzydełka" oraz sporo szarego uniwersalnego budulca (w sumie 34 klocki). Jak na zawartość foilpacka wypada to całkiem nieźle.



Pierwszy komiks nie punktuje na żadnym polu, ani fabularnie (to w zasadzie historia jednego pościgu po planecie Koralia okraszona "humorystyczną" puentą w stylu Benny Hilla), ani graficznie (postacie są mało szczegółowe, kolory monotonne, odwzorowanie ruchu bardzo nieczytelne, gdzieniegdzie szwankuje też skala czy perspektywa). Z drugim jest już zauważalnie lepiej, przynajmniej w warstwie wizualnej (bardzo ładne, dobrze skomponowane i pokolorowane ilustracje), bo w opowieści o szkoleniu jakie Darth Maul organizuje Tuskenom próżno szukać sensu.


W zakresie plakatów nowy numer ma dwie bardzo dobre propozycje, w dodatku korespondujące ze sobą treściowo i stylistycznie - wnętrze naszego pokoju może ozdobić grupa bojowników Ruchu Oporu (ze sloganem "Ocal Galaktykę") albo przedstawicieli Najwyższego Porządku (pod hasłem "Podbij Galaktykę"). Właśnie, "albo". Skoro obie grafiki prowadzą ze sobą swoisty dialog, to optymalnie byłoby obydwóm dać do tego stosowne forum na ścianie, ale w tym celu musielibyśmy kupić dwa numery czasopisma. Swoją drogą, przy tej okazji naszła mnie refleksja co faktycznie jest dla Galaktyki ocaleniem, a co zgubą? Oczywiście w kategoriach kosmicznych oba porządki są z jej punktu widzenia jednako obojętne (z niewielkim wskazaniem na Rebelię, bo ta przynajmniej nie anihiluje planet), ale jeśli przyjrzymy się rzeczywistym potrzebom ludności, to odpowiedź też nie musi być wcale jednoznaczna. Szkoda, że podobnych wątpliwości nie są w stanie wzbudzić filmowe Gwiezdne Wojny.



Zadania Kreatywne? Nieobecne.

Zapowiedź kolejnego numeru (w sprzedaży od 12 maja) była dla mnie zastrzykiem adrenaliny. Elitarny Pretoriański Strażnik! Zapowiada się prawdziwie fenomenalna figurka, o ile tylko łaskawie przymkniemy oko na jej wyjątkowo mało spektakularny oręż. Nie mogę się doczekać!


Ogółem najnowszy numer magazynu Lego Star Wars wypada ponadprzeciętnie, jednak nie w stopniu który z automatu kazałby nam wyciągać portfel (tak działać będzie dopiero kolejny numer). Udany klockowy dodatek, saszetka z kartami i dwa świetne plakaty tworzą całkiem przekonujący komplet.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz