poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Recenzja magazynu Lego City 7/2019

Przyznam, szczerze, że trochę kręciłem nosem przy zapowiedziach lipcowego numeru magazynu - znowu będzie policjant... znowu radiowóz... znowu to samo... Przy bliższej inspekcji okazało się, że w gruncie rzeczy numer jest bardzo solidny, nie tylko treściowo, ale i pod względem dodatków, bo dostajemy z nim limitowaną kartę Lego Batman przedstawiającą Green Lantern oraz pękaty foilpack z minifigurką policjanta i radiowozu.


Figurka policjanta (imieniem Jack McLane - czyżby nawiązanie do Johna McClane'a ze "szklanej pułapki"?) jest tyleż estetyczna, co typowa. Granatowa czapka z daszkiem (wielka szkoda, że nie garnizonowa), spodnie (bez nadruków) oraz kajdanki, to elementy wręcz banalne. Buźka (z jednostronnym nadrukiem) i tors (z dwustronnym nadrukiem błękitnej koszuli, granatowego krawata, skórzanego paska, radiostacji i odznaki policyjnej) też wielokrotnie występowały w różnych zestawach i broszurowych dodatkach. Nie zmienia to faktu, że nawet w charakterze szeregowego funkcjonariusza drogówki minifigurka prezentuje się bardzo efektownie, znacznie lepiej niż np. oficerowie powietrznej policji, którymi do tej pory byliśmy przez wydawcę raczeni. W dodatku oprócz bohatera dostajemy także jego radiowóz, który jednak bardziej przypomina policyjny gokart, bo jest maleńką i nieskomplikowaną konstrukcją. Wypada jednak zaznaczyć w tym miejscu, że ta prostota jest fabularnie uzasadniona, a elementy składowe są na tyle uniwersalne, że z łatwością zaadaptujemy je do jakiegoś większego projektu. Dużym plusem jest maska pojazdu, którą stanowi średniej wielkości (2x2) klocek z nadrukiem policyjnego logo. Po zsumowaniu wszystkich zalet i mankamentów okazuje się, że klockowy dodatek to solidny mini-zestaw, godny nawet polybaga.




Komiks jest wizualnie po prostu idealny - ta kreska, te kolory, a także szczegółowość detali, wplecione smaczki i żarciki  (Vader w kinie, plakat E.T.) oraz ciekawe operowanie perspektywą to kwintesencja wszystkiego co w komiksach Lego najlepsze. Technicznie nie mam się do czego przyczepić. A fabularnie? Też jest super - pomysłowo, dynamicznie i zabawnie. Tym razem towarzyszymy policyjnemu żółtodziobowi Jackowi McLane'owi w pościgu za złodziejami cennej prehistorycznej czaszki, a cała akcja jako żywo przypomina sceny z filmów akcji, którymi Jack się pasjonuje. W graficznych opowieściach Lego uwielbiam ukazanie klockowej struktury świata, polegające na budowaniu lub modyfikowaniu czegoś  przez bohaterów - tutaj bohater buduje sobie... wspomniany mini-radiowóz. Tak, dokładnie taki sam, jaki dołączony jest do czasopisma. A biorąc po uwagę, że właśnie w tym miejscu znajduje się instrukcja jego składania, więc w pewnym sensie to my pomagamy Jackowi w jego robocie (podobnie jak rozwiązując wszystkie interaktywne zadania). Właśnie ta spójność fabularna całego magazynu, wyrażająca się w płynnym przenikaniu się graficznej opowieści i łamigłówek sprawia, że w moim przekonaniu magazyn Lego City oceniany jako samo czasopismo zostawia daleko w tyle całą stawkę siostrzanych tytułów z grupy Lego. Jako wisienka na torcie w komiksie znalazło się też tradycyjnie miejsce dla cameo poprzedniego bonusowego zestawu i subtelnej zapowiedzi kolejnego dodatku (co było sporym wyzwaniem, ale o tym za chwilę).


Niestety, ponownie zabrakło zadań kreatywnych z ostatniej kartki magazynu (znowu te reklamy!), ale pewną namiastką są ciekawe łamigłówki - analiza daktyloskopijna, sortowanie zdjęć typu mugshot i porządkowanie zaznań świadków dają sporo frajdy i umożliwiają "wejście" w świat przedstawiony w komiksie.

Plakaty robią pozytywne wrażenie. Na pierwszym widzimy Jacka w radiowozie na tle udanej panoramy portu. Drugi plakat wygrywa nietypowym ujęciem, dynamiką i humorem - Jack ciągnięty za ciężarówką (twórcze rozwinięcie kadru zawartego w komiksie) prezentuje się świetnie.



Zapowiedź kolejnego numeru (już 27 sierpnia w kioskach) sprawiło, że przebieram w miejscu nogami jak małe dziecko - astronauta z robotem! Świetna figurka nawiązująca jednej z moich ukochanych serii Lego, a do tego bardzo zmyślnie zaprojektowany robocik (z fajnym klocuszkiem z nadrukiem) i bryła kosmicznej rudy. Nie mogę być chyba bardziej szczęśliwy i biorę go z marszu.


Podsumowanie przychodzi mi bardzo łatwo - mimo, że klockowy dodatek jest dość wtórny, to bez zgrzytów wzbogaci kolekcję każdego fana Lego. A jeśli dodamy do tego cenną kartę, znakomity komiks ze świetnymi łamigłówkami oraz udane plakaty, to werdykt może być tylko jeden - bezsprzecznie kupić warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz