czwartek, 1 sierpnia 2019

Recenzja magazynu Lego Ninjago 7/2019

Z lipcowym numerem magazynu Lego Ninjago nie wiązałem szczególnych nadziei, z bardzo prostej przyczyny - dodatkiem do niego jest minifigurka Nyi w stroju z dziewiątego sezonu, a ja niemal identyczną figurkę miałem z taniutkiego zestawu Spinjitzu (oraz szereg podobnych z innych setów i czasopism). Dodatkowo  żadnych innych bonusów nie tym razem uświadczymy, więc nie dostałem nawet nagrody pocieszenia. Mam jednak świadomość, że moje wrażenie jest tym razem mocno subiektywne -  jeśli czyjaś kolekcja dopiero czeka, aż Nya się w niej pojawi, to trudno o lepszą okazję.


Uczciwie muszę przyznać, że sama minifigurka prezentuje się spójnie i wiarygodnie: dwustronnie nadrukowana główka (mina zawzięta i wniebowzięta) i tors (tu dominują zamki błyskawiczne i futurystyczne błękitne nadruki, dzięki czemu nada się nawet na kurtkę motocyklisty), jednostronnie nadrukowane nogi oraz dwuczęściowa maska ninja i szykowna czarna włócznia składają się na bardzo przekonującą kreację nieuchwytnego wojownika nocy. Niestety, podobnych postaci otrzymaliśmy już w historii magazynu sporo, a ja zdecydowanie preferuję zróżnicowanie bohaterów - wersję "cywilną" Nyi przywitałbym z otwartymi ramionami. Na obronę aktualnej minifigurki trzeba jednak zauważyć, że akurat ta bohaterka ma nad swoimi towarzyszami pewną przewagę - ubiera się na czarno (w tym wypadku bardziej grafitowo), dzięki czemu elementy jej stroju można wykorzystać do budowania tradycyjnych wojowników ninja, nie związanych z konwencją Ninjago. Tak czy inaczej, stali czytelnicy mogą czuć się zawiedzeni wtórnością dodatku, ale dla kogoś kto dopiero zaczyna kolekcjonowanie Ninjago okaże się ona bardzo atrakcyjną.



Komiks przedstawia nam pierwsze starcie z Oni na przedpolach Klasztoru Spinjitzu. A w szranki z tajemniczymi najeźdźcami stanie nikt inny jak... tchórzliwy Dareth. Jest barwnie, dynamicznie i emocjonująco, choć nie zawsze czytelnie - skrótowy sposób przedstawienia walki bohaterów sprawia, że miewam problemy z wyobrażeniem sobie jakie właściwie ruchy wykonali. Jednak przedstawienie na kilku kartkach klasztoru Spinjitzu (piękny zestaw), wężonów, szkieletów, Oni czy złotych broni z pewnością zasługuje na uwagę.


Plakaty za to są naprawdę niezłe. Złowroga chmura Oni stanowi interesujące odejście od typowych tematów graficznych, choć przydałoby się jej więcej szlifu. Jeszcze lepiej prezentuje się Kai "zamknięty" w symbolu ognia. W skali szkolnej oba są bardzo dobre, ale nie celujące.


Na plus zaliczam też kolejną odsłonę "teczek personalnych" głównych bohaterów - tym razem padło na samego Mistrza Wu. Wiele nowego się z niej nie dowiemy, ale dla wdrażających się w ten świat młodych czytelników ta rubryka jest bezcenna.


Zapowiedź kolejnego numeru (w sprzedaży od 6 sierpnia) po prostu wysadziła mnie z butów. Śnieżny samuraj! Kapitalna figurka niepodobna do niczego co do tej pory widzieliśmy w magazynie. Wszystko w nim tchnie świeżością i świetnie się komponuje - ten hełm, upiorna główka, pancerz, broń... Po prostu cudo, umieram wprost z niecierpliwości i nie mogę się doczekać chwili kiedy go (a raczej ich, bo pewnie na jednym nie poprzestanę) dorwę w swoje szpony.


Podsumowanie tym razem przychodzi mi łatwo - czuję się zawiedziony w wtórnością dodatku i żadne przymioty czasopisma nie są w stanie mi tego zrekompensować. Doceniam jednak stosunkowo uniwersalne komponenty zestawu, pozwalające na zastosowanie ich w innych, wymyślonych postaciach. Powyższe dywagacje zachowują aktualność z pewnym zastrzeżeniem - otóż jeśli jakimś cudem nie masz jeszcze Nyi w swojej galerii bohaterów Ninjago, to możesz sobie te wywody podarować i od razu pomaszerować do kiosku, bo w tej wersji Nya prezentuje się naprawdę nieźle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz