niedziela, 1 marca 2020

Recenzja magazynu Lego Ninjago 1/2020

Pierwszy tegoroczny numer Ninjago jest jak mocne uderzenie w pierwszej rundzie. Po pierwsze z uwagi na ilość dodatków (limitowana karta Lego Ninjago Złoty Ninja, saszetka z dodatkowymi kartami, foilpack z minifigurką), po drugie ze względu na ich jakość. Klockowym dodatkiem jest bowiem Jay w stylistyce Zakazanego Spinjitzu, a to propozycja, którą przeoczyć trudno i szkoda zarazem.


Minifigurka jest po prostu świetna - koniec z kosmetycznymi zmianami w rodzaju innej maski. To kompletnie nowy wzór figurki, bardzo różny od tego, do czego seria nas przyzwyczaiła. Owładnięty mocą zakazanego Spinjitzu Jay wygląda groźnie i aż kipi od energii. Sprawia wrażenie jakby za obłędnym wyglądem równie obłędny stan umysłu. Uwagę od razu przykuwa rewelacyjna srebrna maska zintegrowana z neonowo-zieloną "czupryną". Świetnie komponuje się z jednym nadruków na główce, który przedstawia naznaczoną magiczną mocą twarz Mistrza Błyskawic w grymasie wściekłości (druga strona to standardowa buźka Jaya ze złowrogim uśmieszkiem). Mroczna energia odmieniła także dwustronnie zadrukowany tors bohatera, zdobiąc zielonkawo-srebrnymi pręgami jego niebieską tunikę i wysrebrzając ramiona. Nóżki są jednostronnie zadrukowane i przedstawiają dość standardowe granatowe spodnie ninja. Jay dostał tym razem do dyspozycji Gromowy Łańcuch, zgrabnie skomponowany ze srebrnych elementów i neonowo-zielonej "latarenki". Oręż wygląda całkiem ciekawie, ma przy tym nieoczywistą strukturę i rozsądne proporcje. Ogólnie rzecz biorąc Jay w nowej odmianie wygląda rewelacyjnie. Można wprawdzie utyskiwać na odejście od typowo niebieskiego uniformu na rzecz nie do końca spójnej kolorystyki i mało estetyczny odcień srebra stosowany przez Lego w odlewach, ale trzeba uczciwie przyznać, że figurka wprost emanuje elektryczną mocą i świetnie prezentuje się na tle dotychczasowych inkarnacji tego bohatera.


 

Komiks prezentuje poziom typowy dla komiksów Ninjago, tak fabularnie, jak i graficznie. Przedstawia wędrówkę Lloyda w zdobycznym lodowym mechu w towarzystwie zmiennokształtnej Akity oraz ich starcie z gromadą lodowych samurajów. A skoro wymienione wszystkie elementy składowe tej opowieści (mech, wilk i samuraje) stanowią ciekawe przykłady wzornictwa Lego, to w naturalny sposób przekłada się na walory wizualne opowieści. Niestety logika fabuły nie dotrzymuje kroku estetyce. Gigantyczny mech i równie gigantyczny (magicznie powiększony) wilk mają wyraźne problemy w starciu z garstką szeregowych lodowych wojowników, których ostatecznie zamrażają (tak, to nie żart) za pomocą lawiny (tak, to też nie żart), która oni sami bezpiecznie przeczekują na niewielkiej skale (nie muszę dodawać, że to także nie żart). Pewną ciekawostką jest za to rozbicie jednego arkusza komiksu na dwie sąsiadujące strony.


Za to plakaty są po prostu świetne. Pierwszy przedstawia dołączonego do czasopisma Jaya w akcji - wywijającego łańcuchem i spowitego błyskawicami. Na drugim widzimy ciekawy, wewnętrznie skontrastowany dyptyk - barwną ilustrację bohaterów w walce z Aspheerą oraz niemal monochromatyczny obraz zmagań z armią Lodowego Cesarza. Czapki z głów!


Ciekawostką jest nieskomplikowana, konfrontacyjna gra planszowa, w ramach której wzajemne pojedynki może toczyć od 2 do 4 czterech graczy. Innych kreatywnych rubryk nie uświadczymy, chyba, że za takie uznamy typowe łamigłówki.

Zapowiedź dodatku z kolejnego numeru magazynu (w kioskach od 25 lutego) to może średnia niespodzianka (bo będzie to kolejny ninja czyli Kai w wersji Zakazanego Spinjitzu), ale za toświetny zestaw. Płomienisty, czerwono-złoty, wściekły Kai prezentuje się jak żywe wcielenie mocy ognia.

Styczniowy numer magazynu Lego Ninjago to świetna propozycja dla miłośników tej serii oraz każdego zbieracza ciekawych minifigurek Lego. Rewelacyjny klockowy dodatek, znakomite plakaty i całkiem solidny komiks to wystarczające argumenty żeby wysupłać z kieszeni te 12,99 zł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz